Moc magnezu w kąpieli solankowej

Znajomi mówią, że mam prowadzić bloga. Mam pisać, bo mam lekkie pióro. Trudno. Spróbuję. 

Jeśli mi nie wyjdzie – poinformujcie mnie o tym. 

Ale nie będę pisała o religii, polityce czy pieniądzach. Będę pisała o zdrowiu, naturze – czyli o tym co lubię i co wiem.  Dziś postanowiłam napisać Wam o magnezie.

Pierwiastek

Kiedyś go nie lubiłam, ale dał mi tak w kość, że musieliśmy się zaprzyjaźnić. Okazało się bowiem, że mam go za mało. Zaczęłam jeść tabletki. Jakieś końskie dawki, wg przepisu lekarza. Ciagle przy tym podjadałam czekoladę, bez której życie było niemożliwe. No może „podjadałam” to złe określenie. Ja po prostu brałam tabliczkę i jadłam. Mój małoletni potomek chował przede mną słodycze, bo wszystko potrafiłam skonsumować. Tak, tak… sporo kg nadwagi. 

Gdy stało się już jasne, że czekolada zawiera magnez, a mój organizm po prostu go potrzebuje, bo:

– chlam kawę w ilościach nadprzyrodzonych 

– rzadko piję alkohol, ale jak już piję, to aż padnę

– stres – miałam go w życiu w nadmiarze 

– gdy nie piję kawy, piję herbatę 

– nie dbałam o to, co jadłam, czyli jak mówi mówi mój tata: „źle się dziecko odżywiasz”

Wszystko to, magnezik ze mnie zabierało, aż zabrało skutecznie. 

I co było dalej? 

Kojarzycie takie dziwne uczucie nieopanowanego drgania powieki ? Tak, to własnie jedna z oznak braku magnezu w organizmie. Nie musi to być jednak powieka, inne mięśnie również mogą „drgać”. Można przy tym wymienić jeszcze kołatanie serca, kłucie w mostku, totalny brak energii i chęci, czyli żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce. Wypadające i zniszczone włosy. To tak mocno ogólnie. 

Stosując odpowiednią dietę lub suplementując magnez w tabletkach, można sytuację opanować. Aby się nie faszerować tabletkami, można się porządnie odżywiać. Gdzie magnezu jest najwięcej: w kaszy gryczanej, orzechach, zielonych warzywach liściastych, czekolada ofkors i trochę w bananach czy awokado. 

Dla mnie było to jednak za mało. Zaczęłam szukać i odkryłam coś, co od wielu lat używam, używać będę i wszystkim polecam. Jest to sól angielska. Nic innego jak stary, babciny sposób na sporą dawkę zdrowia. 

Magnez wchłania się przez owłosioną część skóry,

a dokładniej przez mieszki włosowe. Były prowadzone badania, które miały potwierdzić czy wchłania się on również przez skórę. Niewiele z nich wyszło. Skóra to nasz płaszcz ochronny – taka lipidowa bariera organizmu przed światem zewnętrznym. Badania robiono oczywiście przy próbie stworzenia kosmetyków z magnezem. Jest ich wiele, jednak chyba najbardziej skuteczne są dezodoranty – one wprowadzają do organizmu magnez nie tylko przez „owłosioną skórę”, ale również przez gruczoły potowe. 

Wracając do mojego odkrycia. Sól magnezowa, sól Epsom, sól angielska – występuje ona pod różnymi nazwami. To nic innego jak siarczan magnezu. Występuje również jako jej silniejsza koleżanka – chlorek magnezu, ale tę pominiemy. 

Kąpiel solankowa

Kąpiel solankowa – kojarzy mi się oczywiście z termami, z wczasami na Wegrzech. Celowo użyłam słowa wczasy, bo gdy one były modne, kąpiele solankowe były u szczytu sławy. 

Tyle tylko, że na wakacje czy spa, czasu w życiu codziennym nie ma zbyt wiele i koszty spore potrzebne. Pracujemy, prowadzimy codzienną gonitwę życia, a magnez odlatuje. 

I tak wymyśliłam sobie moją ulubioną formę relaksu. Domowe spa z dawką magnezu. Wystarczy oczywiście do tego własna wanna (ewentualnie nie własna), sól magnezowa, zamknięcie drzwi na klucz, co by reszta domu do łazienki nie właziła. Fajnie dorzucić do tego książkę, świecę o przyjemnym zapachu. 

Teraz, gdy założyłam manufakturę kosmetyków naturalnych, Sól Angielska była jednym pierwszych pomysłów (po mydle rzecz jasna), którą chciałabym robić i oferować moim klientom. 

Ale nie taka goła. Bo jak wrzuci do wanny i merdnie wodą, to sól zniknie i tyle z tego widział. 

Dołożyłam więc:

suszone płatki słonecznika i czerwoną glinkę

Ta ostatnia to mieszanka w odpowiednich proporcjach glinki białej (Kaolin) i czerwonej (Illit). Poza magnezem zawiera ona krzem, potas, żelazo, sód, wapń. 

W mojej soli jest jeszcze kompozycja naturalnych olejków zapachowych. (Podkreślam naturalnych, nie syntetycznych, bo to różnica). 

Zachęcam Cie zatem do jej wypróbowania. Kilka łyżek do wanny i błogie nic-nie-robienie. A potem jest naprawdę dużo fajniej. I można pić kawę dowoli.

Zapraszamy do naszego sklepu z kosmetykami naturalnymi i ekologicznymi www.projektmydlo/sklep

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Używamy plików cookie i podobnych technologii, które umożliwiają działanie usług i funkcjonalności w naszej witrynie oraz pomagają nam zrozumieć interakcje z naszymi usługami. Klikając przycisk Akceptuj, zgadzasz się na stosowanie przez nas tych technologii w celach marketingowych i analitycznych.